W sprawach gospodarczych dysproporcja sił pomiędzy stronami bywa ogromna. Z jednej strony lokalny, rodzinny przedsiębiorca, który prowadzi działalność w regionie, realizuje zobowiązania wobec swoich kontrahentów i potrzebuje przewidywalności. Z drugiej — międzynarodowa struktura biznesowa, zaplecze organizacyjne, wyspecjalizowane procedury oraz obsługa przez dużą kancelarię.
W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw udało się skutecznie ochronić interes przedsiębiorcy, który znalazł się właśnie w takiej sytuacji.
Spór dotyczył niewykonania umowy dostawy specjalistycznego sprzętu transportowego. Przedsiębiorca zamówił dwa pojazdy niezbędne do prowadzenia działalności. Po zawarciu umowy druga strona zaczęła dążyć do zmiany warunków kontraktu — w szczególności do dalszego podwyższenia ceny i przesunięcia terminu realizacji. Gdy przedsiębiorca nie zgodził się na kolejne pogorszenie swoich warunków, dostawca próbował uwolnić się od odpowiedzialności, powołując się m.in. na okoliczności związane z sytuacją międzynarodową oraz twierdząc, że umowa w istocie go nie wiązała.
Naszym zadaniem było wykazanie, że regionalny przedsiębiorca nie może być traktowany jako słabsza strona, wobec której większy podmiot może jednostronnie zmieniać reguły gry, przerzucać ryzyko gospodarcze albo powoływać się na formalne argumenty dopiero wtedy, gdy wykonanie umowy przestało być dla niego wygodne.
W toku postępowania konsekwentnie wykazywaliśmy, że:
- umowa wiązała właśnie podmiot pozwany, a nie zagraniczną spółkę, na którą próbowano przerzucić odpowiedzialność;
- przedsiębiorca prawidłowo wykonał swoje obowiązki, w tym dokonał wymaganej wpłaty;
- dostawca częściowo wykonał umowę, co potwierdzało, że traktował ją jako obowiązującą;
- powoływanie się na sytuację międzynarodową nie zwalnia automatycznie z odpowiedzialności kontraktowej;
- szkoda przedsiębiorcy wynikała z konieczności pozyskania sprzętu zastępczego na gorszych warunkach rynkowych.
Sąd podzielił zasadniczą argumentację strony powodowej. Zasądzono na rzecz reprezentowanych przeze mnie przedsiębiorców kwotę 4.600 euro wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie oraz zwrot kosztów procesu, w tym kosztów zastępstwa procesowego. W uzasadnieniu sąd wskazał m.in., że pozwany nie wykazał, aby niewykonanie umowy było skutkiem okoliczności, za które nie ponosi odpowiedzialności, a także że samo powołanie się na wojnę w Ukrainie i ogólne trudności gospodarcze nie wystarcza do zwolnienia z odpowiedzialności za konkretną umowę.
Ta sprawa pokazuje, że nawet w sporze z międzynarodowym podmiotem, wspieranym przez dużą kancelarię, regionalny przedsiębiorca nie stoi na straconej pozycji. Kluczowe znaczenie mają precyzyjna analiza dokumentów, konsekwentna strategia procesowa i umiejętne wykazanie, że za formalnymi argumentami drugiej strony kryje się próba przerzucenia na przedsiębiorcę ryzyka, którego nie powinien ponosić.
Dla mnie jako pełnomocnika była to sprawa szczególnie istotna, ponieważ dotyczyła nie tylko pieniędzy, ale również elementarnej lojalności kontraktowej. Umów należy dotrzymywać – także wtedy, gdy po drugiej stronie stoi mniejszy, lokalny przedsiębiorca.