Kancelaria Adwokacka adw. Jacka Pracza uzyskała korzystny wyrok w sporze gospodarczym pomiędzy podwykonawcą a generalnym wykonawcą dużej inwestycji budowlanej.
Sprawa dotyczyła robót realizowanych przy budowie obiektu medycznego w Gdańsku. Powódka, reprezentowana przez adw. Jacka Pracza, jako podwykonawca wykonywała prace ciesielskie, betoniarskie i zbrojeniowe, obejmujące m.in. montaż szalunków, układanie zbrojenia oraz betonowanie elementów konstrukcyjnych. Wynagrodzenie miało być rozliczane fakturami częściowymi, a generalny wykonawca zatrzymywał część każdej płatności jako zabezpieczenie należytego wykonania umowy.
Po zakończeniu prac powstał spór o zapłatę ostatniej części wynagrodzenia oraz o zwrot zatrzymanych kwot. Pozwany twierdził, że roboty miały wady, że konieczne było wykonawstwo zastępcze oraz że powódka odpowiada za uszkodzenie lub zagubienie szalunków. Na tej podstawie próbował uchylić się od zapłaty, powołując się na potrącenie własnych rzekomych wierzytelności.
Sąd nie podzielił tej argumentacji. Uznał, że pozwany nie wykazał ani wad robót obciążających powódkę, ani konieczności wykonawstwa zastępczego, ani wysokości szkody. Co istotne, w ocenie Sądu tego rodzaju okoliczności wymagały wiadomości specjalnych, a pozwany nie zgłosił dowodu z opinii biegłego. Nie udowodnił również, ile szalunków przekazano powódce, czy zostały przez nią uszkodzone lub zgubione, ani jaka była rzeczywista wysokość szkody.
Sąd szczegółowo odniósł się także do tzw. „kaucji gwarancyjnej”. Powołując się na wyrok Sądu Najwyższego z 20 września 2024 r., II CSKP 1384/22, wskazał, że samo nazwanie zatrzymanej części wynagrodzenia „kaucją” nie przesądza jeszcze o jej prawnym charakterze. Jeżeli nie dochodzi do przekazania określonej kwoty do majątku drugiej strony, a jedynie do niewypłacenia części wynagrodzenia, mamy do czynienia z zatrzymaniem wynagrodzenia, a nie klasyczną kaucją gwarancyjną.
To rozróżnienie ma ogromne znaczenie praktyczne. Zatrzymana kwota nadal pozostaje częścią należnego wynagrodzenia za wykonane roboty. Jeżeli generalny wykonawca chce ją zatrzymać na stałe albo rozliczyć z własnymi roszczeniami, musi wykazać podstawy faktyczne i prawne takiego działania. W tej sprawie tego nie zrobił.
Sąd odwołał się również do orzecznictwa dotyczącego odbioru robót. Wskazał m.in. na wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 14 września 2005 r., I ACa 222/05, podkreślając, że brak formalnego protokołu odbioru nie musi oznaczać braku odbioru robót. Odbiór może nastąpić także w sposób faktyczny, jeżeli okoliczności wskazują, że prace zostały wykonane i przyjęte do dalszego wykorzystania.
Dodatkowo Sąd przywołał wyrok Sądu Najwyższego z 29 stycznia 2021 r., V CSKP 10/21, zgodnie z którym odmowa odbioru i zapłaty wynagrodzenia może być uzasadniona przede wszystkim wtedy, gdy wady są istotne i uniemożliwiają korzystanie z przedmiotu umowy zgodnie z przeznaczeniem. Wady nieistotne nie pozbawiają wykonawcy prawa do wynagrodzenia.
Istotna była także nieskuteczność potrącenia. Sąd uznał, że pozwany nie podniósł prawidłowego procesowego zarzutu potrącenia, a niezależnie od tego nie wykazał istnienia wierzytelności przedstawionych do potrącenia. Co więcej, rzekome wierzytelności odszkodowawcze nie zostały wcześniej skutecznie postawione w stan wymagalności.
W konsekwencji Sąd zasądził na rzecz powódki całość dochodzonej kwoty wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie w transakcjach handlowych oraz zwrot kosztów procesu.
Sprawa pokazuje, że skutecznie odzyskujemy zatrzymane kaucje, zatrzymane części wynagrodzenia oraz należności podwykonawców w sporach z generalnymi wykonawcami. W praktyce budowlanej samo powołanie się na „usterki”, „wykonawstwo zastępcze” albo „potrącenie” nie wystarczy. Jeżeli druga strona chce odmówić zapłaty, musi udowodnić swoje twierdzenia.
Dla podwykonawców to ważny sygnał: zatrzymane wynagrodzenie nie przepada tylko dlatego, że generalny wykonawca nazwie je kaucją albo obciąży podwykonawcę nieudowodnionymi kosztami.
Pełnomocnik powódki: adwokat Jacek Pracz.